Europejska pamięć

o Gułagu

TemaTyczny

06
image description
×

Życie  CODZIENNE

 

Życie codzienne wypełnione jest pracą w kołchozie i różnymi obowiązkami domowymi, które są tym bardziej uciążliwe, że z powodu strasznej biedy mają minimum sprzętów domowych. Większość ich wykonana jest przez chłopów z dostępnych na miejscu surowców takich jak drewno, len, konopie, skóra, wykorzystuje się również korzenie runa leśnego do wyrobu mydła a cebulę do farbowania tkanin. Zesłańcy opowiadają o swoim zesłaniu wskazując na kilka najważniejszych rzeczy, które symbolizują albo biedę, lub wręcz odwrotnie, są źródłem nadziei, dlatego też, kilka lat po wojnie, możliwość posiadania świni oznacza poprawę warunków życia.

Ciężkie i wyczerpujące życie codzienne pozwala mimo wszystko na pewną odbudowę tożsamości. Stanowi bowiem zasadniczy element życia danej wspólnoty narodowościowej: przywiązanie do swojego kraju, uczestniczenie w świętach i rytach religijnych, język ojczysty, którym mówią w domu, tradycyjne pieśni, pamiątki lub ludowe wyroby rzemieślnicze, takie jak hafty ukraińskie pozwalają na włączenie się do miejscowego życia. Wzajemna pomoc, służenie swoim doświadczeniem, wspólne zabawy i rozrywka tworzą spoiwo życia zbiorowego między zesłańcami i miejscową ludnością.

Życie codzienne łączy w sobie różne światy: świat wspólnej pracy i osobistych zajęć, świat różnych tradycji, którym radziecki system narzuca pewne ramy, ale mimo tego poprzez rzeczy przywiezione przez zesłańców z ich rodzinnych stron mają oni siłą rzeczy styczność z życiem miejscowych ludzi, albo się od niego odcinają.

 

See MEDIA
Fermer

Antanas Panava wspomina swoje codzienne życie w kołchozie

„Byłem studentem, a dwa tygodnie później już pracowałem w kołchozie. „Masz tu pracować przy obróbce słomy”. A ponieważ znałem pracę na roli, stwierdziłem i że tak nic nie mogę zrobić, jak trzeba, to trzeba i jakoś sobie radziliśmy. Tam spotkaliśmy Litwinów, których zesłano wcześniej. Starali się bardzo i Rosjanie mieli o nich wyjątkowo dobrą opinię, bo wbrew oskarżeniom władz, wiedzieli, że to nie są ani bandyci, ani wrogowie. Na ich widok, miejscowi ludzie mówili: „ My to was znamy”. Dla nas było dobre to, że od samego początku zaproponowali nam mieszkanie, dlatego że Rosjanie uciekając z kołchozów do miast, bali się zostawić byle komu swoje domy.

 Szukali uczciwych ludzi, którzy zajęliby się  ich domami, nie palili im płotów, nie tłukli szyb. Prosili, żeby wprowadzić się do nich na jakiś czas. W latach 1951, 1952 i 1953 było nam ciężko, bo zarobki były bardzo niskie. Brakowało chleba, a chleb to jest przecież podstawa. Ludzie mieli pod dostatkiem ziemniaków, bo sami je sadzili, ale z pozostałą żywnością było bardzo trudno. Ale cóż mieliśmy robić, ludzie się przyzwyczaili. Wcześnie rano pracowaliśmy w polu, na wiosnę przy wysiewaniu, potem przy sianokosach, a potem były żniwa, aż po pierwsze śniegi.”

Fermer

Życie codzienne

Życie codzienne jest głównym wątkiem relacji zesłańców. Codzienność jest jedną, wielką męką, pełną cierpień z powodu mrozu i głodu, ciągłych wyrzeczeń i utrudnień. Jest uosobieniem deportacji, ponieważ stale kojarzy się z brutalnym oderwaniem od swoich korzeni, od własnego środowiska i koniecznością rozpoczęcia nowego życia. Jest ono wypełnione niekończącą się pracą, która przybiera różne formy. Po całym dniu spędzonym na oraniu kołchozowego pola, po pracy trzeba się zająć uprawą własnego ogródka – jeżeli ktoś ma szczęście takowy posiadać - porąbać drzewo, iść do studni po wodę, zdobyć coś do jedzenia. We wszystkich relacjach przewija się ten sam wątek zajęć domowych, w których uczestniczyły również dzieci przejmujące obowiązki przy braku jednego z rodziców.

Na zesłaniu materialny aspekt życia codziennego, to znaczy rzeczy czy przedmiot, ograniczony jest do minimum. Nie mniej jednak – właśnie dlatego – rzeczy zajmują miejsce szczególne. Są niezwykle prymitywne i jednocześnie niezwykle cenne, są rzadkością w tamtej rzeczywistości, a mimo to są wszechobecne w ustnych relacjach zesłańców, albowiem stanowią ucieleśnienie wspomnień i więzi z krajem ojczystym, są nadzieją na lepsze życie i w ogóle szansą na przeżycie. I tak na przykład, dzięki kołdrze, zesłańcy mieli uratowane życie co najmniej dwa razy: raz w lodowatym wagonie pociągu, a następnie - już po przyjeździe do wioski syberyjskiej - kiedy zamienili ją na worek kartofli. Dzięki kartoflom natychmiast posadzonym po przyjeździe do miejsca zsyłki, rodzina zesłańców przeżyła jedną z najcięższych syberyjskich zim… Albo bezcenna maszyna do szycia, dzięki której można było  uszyć coś dla sąsiadów i w ten sposób zarobić kilka rubli (lub zdobyć worek zboża), uszyć odzienie dla dzieci, albo po prostu poczuć się kobietą szyjąc coś modnego i wyglądać jak kobieta z miasta. Jest to coś zupełnie niespotykanego na zesłaniu, co doskonale pamiętają do dziś kobiety w swoich relacjach na temat ich zesłańczego bytowania…

Sukienka skrojona przez jedną z Litwinek głęboko utkwiła w pamięci zesłańców, albowiem wszystkie pozostałe przedmioty były żałośnie nędzne i prymitywne. Przy systemie opartym jedynie na walce o przeżycie, wobec chronicznego braku towarów typowego dla radzieckiej gospodarki i przy równoczesnym, prawie całkowitym braku środków pieniężnych u kołchoźników, którzy dostawali wynagrodzenie w naturze, zesłańcy musieli nauczyć się wykorzystywać zioła do wyrobu mydła, zbierać borówki i inne owoce leśne, żeby poprawić dzienny przydział żywności, wyprodukować narzędzia pracy, podstawowy sprzęt kuchenny lub obuwie…

To wszystko odcisnęło się głębokim piętnem na wszystkich zesłańcach, którzy opowiadają o swoim życiu na wygnaniu przywołując typowy jego atrybut ; czarne spódnice upstrzone białymi łatami są dla Eleny Talaniny-Paulauskaïte symbolem skrajnej nędzy jej sąsiadek ze wsi w Kraju Krasnojarskim. W ogóle pojawienie jakiejś nowej rzeczy czy czegoś nowego, jak na przykład w pierwszych latach po wojnie obecność świń przy syberyjskich domostwach, stanowi nadzieję na dalsze przeżycie lub też na lepszą przyszłość. Niezależnie od ich normalnego przeznaczenia, już sam fakt hodowania świni jest dowodem na poprawę warunków bytu zesłańców, albowiem mogą ją karmić resztkami jedzenia lub mąką. 

Ciężkie i wyczerpujące życie codzienne pozwala mimo wszystko na pewną odbudowę tożsamości. Stanowi bowiem zasadniczy element życia danej wspólnoty narodowościowej: przywiązanie do swojego kraju, (uczestniczenie w świętach i rytach religijnych, język ojczysty, którym mówią w domu, tradycyjne pieśni, pieczołowicie przechowywane pamiątki lub wyroby rzemiosła ludowego, takie jak hafty ukraińskie) pozwalają na włączenie się do miejscowego życia. Wzajemna pomoc, służenie swoim doświadczeniem, wspólne zabawy i rozrywka tworzą spoiwo życia zbiorowego między zesłańcami i miejscową ludnością.

Życie codzienne łączy w sobie różne światy: świat wspólnej pracy i osobistych zajęć, pracę w warzywniku i chwile rozrywki, czy święta. Świat różnych tradycji, którym radziecki system narzuca ścisłe ramy ideowe, jak i warunki życia materialnego, system represji, ale mimo tego, dzięki zachowaniu tradycji jak i rzeczy przywiezionych przez zesłańców z ich rodzinnych stron, mają oni styczność z życiem miejscowych ludzi, albo -wręcz odwrotnie- odcinają się od niego …

Emilia Koustova i Jurgita Mačiulytė

Fermer

Ruzgys Rimgaudas opowiada o swoim życiu po śmierci Stalina

„Potem, po śmierci Stalina było już trochę lepiej. Wtedy młodzi Litwini zaczęli kupować rowery… Nasza rodzina kupiła mały motor K125. Pojechaliśmy po ten motor, wtedy byłem jeszcze młodzieńcem, aż do stolicy Ułan-Uden, oddalonej o 150 km. W drodze powrotnej jechałem na tym motorze, przez pola i lasy, mimo że nie miałem prawa jazdy, ani pojęcia o prowadzeniu… Było nas pięciu czy sześciu  na tych motorach.

Nieco później, jak mieliśmy 15-16 lat, już po śmierci Stalina, zaczęliśmy organizować imprezy, tańczyliśmy, dziewczęta uszyły tradycyjne stroje ludowe. Każdy starał się jak umiał. Urządzaliśmy przedstawienia w naszej osadzie, bo wielu ludzi już od dosyć dawna tam mieszkało. Niektórym udało się zorganizować instrumenty muzyczne, zaczęli grać, powstały małe zespoły pieśni i tańca. Byli i młodzi i starsi, jedni grali na akordeonie, inni na skrzypcach, na perkusji, dziewczęta grały na gitarze. Wieczorem zbieraliśmy się przed barakami i tańczyliśmy. Bywało, że graliśmy podczas regionalnych świąt i to była dla nas dodatkowa atrakcja. Stopniowo życie się zmieniało.”