Europejska pamięć

o Gułagu

BioGrafie

32
image description
×

Teodor  SHANIN

 Pewnego czerwcowego dnia 1941 roku, kiedy Niemcy zbliżali się do Wilna, które wcześniej zostało proklamowane stolicą Radzieckiej Socjalistycznej Republiki Litwy, do domu Teodora Shanina stawił się oficer NKWD z kilkoma żołnierzami w celu zaaresztowania całej rodziny z powodu pochodzenia społecznego. Teodor ma 7 lat, w domu są jego rodzice i 4 letnia siostra. Oficer NKWD zaskoczył ich mówiąc, że wziąwszy pod uwagę, że zostaną zesłani w strony, gdzie są bardzo ciężkie warunki, przymruży na to oko, jeżeli powierzą siostrzyczkę komuś na miejscu. I też tak zrobili zostawiając małą pod opieką dziadka. 

Ojciec został skazany na roboty przymusowe i zesłany do obozu pracy na Syberię. I tak rozpoczęła się długa tułaczka Teodora z mamą po różnych zesłańczych osadach w górach Ałtaju aż po Samarkandę. Ojciec dołączył do nich po wypuszczeniu z obozu i jak się skończyła wojna, Teodor jedzie do Wilna w poszukiwaniu siostry, ale nie znajduje jej. Spotkał ją ten sam los jak i wszystkich Żydów wileńskich. Została rozstrzelana zaraz po wkroczeniu Niemców do Wilna. 

Teodor wyjeżdża do Polski, z której szybko ucieka, ze względu na antysemickie akty przemocy wobec Żydów. Najpierw udaje się do Francji, następnie do Izraela i w końcu osiada w Anglii, gdzie zostaje profesorem na Uniwersytecie i jednym z najwybitniejszych znawców rosyjskiego chłopstwa. Od samego początku pieriestrojki wykłada w Rosji, jednocześnie kontyuując pracę naukową w Anglii. Jak dziwne są jego losy, właściwie to dzięki deportacji uniknął śmierci.

Alain Blum i Juliette Denis

See MEDIA
Fermer

Aresztowanie

« Najpierw przyszło do nas dwóch oficerów KGB, oczywiście z NKWD, a za nim liczna grupa żołnierzy. Zachowywali się jak ludzie dobrze wychowani, odnosili się do nas nadzwyczaj przyjaźnie, ponieważ mówiliśmy po rosyjsku. Podobało im się, że wyrażaliśmy bardzo poprawnie w języku rosyjskim. Zrobili coś, co okazało się tragiczną pomyłką, ale mieli dobre intencje. Spędzili z nami kilka godzin, czekając jak się spakujemy, a na koniec zawołali mojego ojca i powiedzieli : “ Nie możemy wam powiedzieć dokąd jedziecie, ale tam panują bardzo ciężkie warunki, córeczka – moja siostra miała wówczas 4 latka - nie przeżyje. Jeżeli macie kogoś znajomego w mieście, kto mógłby wziąć ją do siebie, to udamy, że nic nie widzimy”. Chcieli zrobić dobrze. Rodzice dyskutowali między sobą, mama była przeciwna, żeby zostawić siostrę, ale ojciec wolał ją zostawić w Wilnie [dzisiejsze Vilnius]. Po raz pierwszy w historii rodziny, mama ustąpiła ojcu. Z zasady zawsze było odwrotnie. Pobiegłem po dziadka do miasta, znalazłem go – to był ojciec mamy – i zabrał siostrę. Jaka była szczęśliwa, bo była to dla niej wielka przygoda, że będzie mieszkać u dziadzia, a nie z nami. A potem nas wyprowadzili z domu.» 

Fermer

Śmierć siostry zamordowanej przez Niemców

Czy wówczas Pan wiedział gdzie przebywa ojciec?

 

«Nie, nie wiedziałem, dowiedziałem się dopiero po upływie ponad roku, prawie dwóch lat. Właściwie straciliśmy po nim ślad. W tym samym czasie, już na samym początku wojny, do miasta wkroczyli Niemcy. Jeszcze byliśmy w niewoli kiedy Niemcy weszli do Wilna, a jeśli chodzi o moją córkę, to moja córka, nie, moja siostra, moja siostra i dziadek zostali rozstrzelani pół roku później w Ponarach [polska nazwa Paneriai, dzisiejsza Litwa, miejsce masowych egzekucji Żydów wileńskich], miejsce, gdzie większość Żydów została wymordowana. »

 

Czy Pan wie, kiedy Pana matka dowiedziała się o losach siostry?

 

«Tak, oczywiście. Dowiedzieliśmy się po powrocie do Wilna. Tak na dobrą sprawę, to tylko po to wróciliśmy do Wilna. Wtedy zamierzaliśmy opuścić ZSRR, ponieważ byli obywatele polscy mogli wyjechać z ZSRR, ale przedtem postanowiliśmy pojechać do Wilna, dowiedzieć się, co się stało z rodziną, przynajmniej częściowo, ponieważ moja mama przez dłuższy czas nie wierzyła, że siostrę zabili. Tak myślała, dlatego że rodzina mówiła świetnie po polsku, a mój dziadek władał niezliczoną liczbą języków.  

Miał wąsy jak polski szlachcic, a raczej jak rosyjski pułkownik. Przed wojną zarządzał fabryką wódki, a podstawowym surowcem do produkcji były ziemniaki dostarczane z polskich folwarków. Mógł więc się ukrywać u szlachty polskiej. Ponadto w rodzinie obydwaj mamy niebieskie oczy, a moja siostra miała oczy prawie błękitne, to powinni byli się ukrywać. Ale mój dziadek uważał, że jedynym cywilizowanym narodem w Europie są Niemcy, natomiast Rosjanie nie są cywilizowanym narodem. Brało się to stąd, że podczas pierwszej wojny światowej, kiedy Niemcy okupowali Wilno, mój dziadek uważał, że owszem, byli bezwzględni, ale za to kulturalni i zdyscyplinowani i nie wyobrażał sobie, że byliby zdolni do zabijania ludzi. Ale tym razem było inaczej. Dziadek znalazł się w gettcie. Kiedy przyjechaliśmy do Wilna, nie mieliśmy konkretnych dowodów, ale odnaleźliśmy człowieka, który widział grupę ludzi wychodzących z getta. Wśród nich rozpoznał mojego dziadka i widział jak pędzili w stronę Ponar to znaczy na miejsce egzekucji.»

 

Kiedy był Pan w Ałtaju, słyszał Pan o masowej zagładzie Żydów ?

« Nie, to było niewyobrażalne. Nikt o czymś takim nie myślał. Nie mieliśmy o tym pojęcia.  »

Fermer

Czarny rynek w Samarkandzie

 

« Tak więc powiedzieli « ok », my tu zajmujemy pewną sprawą i jeżeli chcecie do nas dołączyć, to zapraszamy, bo wy jesteście jak swoi. Żyjemy tu ze sprzedaży już sprzedanego chleba.» Chleb był na kartki, po 300 g lub 600 g dla pracujących. Ludzie, z którymi kombinowali pracowali w sklepach i żyli z tego dosyć skomplikowanego procederu. Dołączyliśmy do tej siatki : trzeba było wynieść chleb ze sklepu, co było bardzo ryzykowne i dostarczyć go ludziom, którzy handlowali na targu. Wchodziłeś do sklepu, szef to był nasz człowiek, podawałeś mu kartkę, on udawał, że odcina kupon, oddawał ci kartkę, brałeś chleb, wychodziłeś ze sklepu, szedłeś do pobliskiego parku, tam podchodził do ciebie człowiek, szedłeś z nim i przekazywałeś mu chleb, a on ten chleb zabierał i zanosił na targ. Tym zajmowaliśmy się w pierwszym roku, to było łatwe i pożyteczne. Traktowałem to jak harcerską zabawę, podobało mi się to, a poza tym policja raczej nie śledziła chłopca, który chodził do szkoły. »

 

Fermer

Antysemityzm po powrocie do Polski

Czy po przyjeździe do Łodzi odczuł Pan antysemityzm ?

 

«O tak. Wówczas Polska była brutalnie antysemicka, a ponieważ nie byłem do Żyda podobny, może bardziej wyglądałem na Polaka, a może na …, ale na pewno nie na Żyda. Stereotypowy Żyd jest mały, ma długi nos i ciemne oczy, a w naszej rodzinie mieliśmy niebieskie oczy i byliśmy wysokiego wzrostu. A ponadto świetnie mówiłem po polsku, lepiej niż mieszkańcy Łodzi, którzy nie potrafią mówić po polsku. I tak chodząc po Łodzi docierały do mnie takie zdania jak: « Patrzecie, jaki sukinsyn z tego Hitlera, bękarta, zobaczcie, co z nami zrobił.  Jedne co mu, się udało, to to, że dzięki niemu pozbyliśmy się Żydów. » Słysząc te słowa i myśl o śmierci najbliższych wywoływały we mnie nieznane mi dotąd uczucie nienawiści. Odbierałem to jako potworną agresję. Muszę przyznać, że to się zmieniło. Byłem przeciwko Polakom tak jak oni byli przeciwko Żydom.

 Muszę powiedzieć, że wyrażałem odwrotny antysemityzm, skierowany przeciwko Polakom. »