Europejska pamięć

o Gułagu

BioGrafie

27
image description
×

Antanas  PETRIKONIS

 

Antanas Petrikonis urodził się w 1928 r. w wiosce Mociškėnai na południu Litwy. Rodzina jego była bardzo biedna i bardzo patriotyczna. Po wojnie, zaraz po powrocie Sowietów, Antanas wstępuje do zbrojnych oddziałów opozycyji, najpierw pomagając im, a od 1948 r. z bronią w ręku. W 1951 r. został schwytany w bunkrze wybudowanym nieopodal jego domu rodzinnego i skazany na 25 robót przymusowych.Oni obronili honor Litwy.

Po pobycie w kilku różnych więzieniach, zostaje skierowany do łagrów Kengirze, do Stepłagu w Kazachstanie, gdzie dołącza do tajnej organizacji litewskiej. Uczestniczy w buncie więźniów latem 1954 r.

Po krwawym stłumieniu buntu, Antanas zostaje przeniesiony do Berłagu na Kołymę, a następnie do Ozerłagu w obwodzie irkuckim. W 1956 r. po rewizji sprawy, kara zostaje skrócona o połowę. W 1960 r. po ponownej rewizji procesu, zostaje wypuszczony na wolność, ale bez prawa powrotu na Litwę. Dzięki niewiedzy młodej urzędniczki udaje mu się wrócić na Litwę i zameldować w swojej rodzinnej wsi. Po zawarciu związku małżeńskiego, mimo ogromnych trudności uzyskuje zameldowanie u swojej żony w Kaunas, gdzie mieszka do dziś. 

 

 

Często myśli o losach swojego kraju: „Litwa za bardzo wykrwawiła się w latach powojennych. Gdyby nie śmierć 26 tysięcy młodych ludzi, którzy zginęli w leśnej partyzantce, a którzy mieliby dzieci, to dziś Litwa wyglądała zupełnie inaczej. Oni obronili honor Litwy.

See MEDIA
Fermer

Zbrojna opozycja na Litwie

1. Zwłaszcza w końcowym okresie, walka była najtrudniejsza. Straciliśmy nadzieję. Litwa się wykrwawiła, jak to się mówi, za bardzo się wykrwawiła. Byliśmy gotowi oddać swoje życie, ale sami nie wierzyliśmy, że uda nam się jeszcze coś zmienić. Czasy były bardzo ciężkie. Jeszcze w 1945 r. było inaczej, gdziekolwiek się pojawiliśmy, ludzie serdecznie nas przyjmowali, odnosili się do nas z szacunkiem, ale po jakimś czasie byli tym wszystkim umęczeni i zaczęli się bać. Prawie wszystkich sprzątnęli, została nas garstka. Kiedy  przychodziliśmy do jakiegoś domu, to ludzie bali się, że u nich zostaniemy; dlatego też trudno nam było dalej walczyć w takich warunkach. Można powiedzieć, że zaczęło być ciężko od 1949 r. Do 1947 r. Rosjanie nie szykowali na nas zasadzek, byliśmy panami sytuacji, kiedy tylko zapadała noc. A później wpadaliśmy w ich sidła, robili czystki, sowieckie antypartyzanckie oddziały przyjeżdżały tysiącami ludzi, otaczali las, wokół rozpalali ogniska i przeczesywali las. Następnie uformowaliśmy spośród naszych liczniejsze oddziały. W 1945 r. mieliśmy oddziały po 20-30 ludzi. A potem tylko po to, żeby utrzymać zbrojne jednostki opozycyjne. Morale upadło, każdy z nas wiedział, że mimo, że nas nie pokonają to i tak jesteśmy na przegranej. Cudem uszedłem z życiem, dostałem siedem postrzałów…

2. Czasami tak sobie myślę, że Litwa za bardzo wykrwawiła się w pierwszych latach po wojnie. Gdyby tych 26 tysięcy - w większości młodych ludzi -, nie zginęło w walkach leśnej partyzantki, to żyliby do dziś, założyliby rodzinę, mieli dzieci. Większość z nich, w 80%, to byli oddani sprawie ludzie, prawdziwi patrioci. Dziś mieliby własne rodziny i Litwa wyglądałaby całkiem inaczej. Ale uratowaliśmy honor Litwy.

Fermer

Antanas Petrikonis: pacyfikacja buntu w Kengir

„Tamtego ranka, 26 czerwca, znajdowałem się w zonie kobiet, w baraku nr 5. Nagle usłyszeliśmy hałas, stukot gąsiennic czołgów, wystrzały z armat, oczywiście ze ślepych nabojów. Kiedy strzelali z czołgu, to w powietrze leciały szmaty. Lufy wypchane były szmatami, dla nich najważniejsze było, żeby było dużo hałasu. Jechali z bardzo dużą prędkością i nie  zwracali uwagi, czy na drodze byli ludzie czy nie. Gąsiennice były pokryte krwią.  W ten sposób rozjechali Łotyszkę. Śladu po  niej nie zostało, tylko same strzępy ubrania. Zapędzili nas do baraków, które następnie otoczyli. Byłem w baraku z jednym Ukraińcem.  Ze wszystich stron otaczali nas żołnierze. Stali naprzeciw nas przy otwartych drzwiach baraku. Ukrainiec wychylał głowę, żeby popatrzeć. Pozostali ludzie poprosili go, żeby zobaczył ilu jest tych żołnierzy. Ledwo wychylił głowę za drzwi i dostał kulę w łeb. Od roku był w obozie. Położyliśmy go na drewnianych deskach. Zacharczał i wyzionął ducha. Pomyślałem, że to mogła być równie moja głowa.  Jak różne mogą być ludzkie losy.”