Teodor Shanin : Czarny rynek w Samarkandzie

 

 

« Tak więc powiedzieli « ok », my tu zajmujemy pewną sprawą i jeżeli chcecie do nas dołączyć, to zapraszamy, bo wy jesteście jak swoi. Żyjemy tu ze sprzedaży już sprzedanego chleba.» Chleb był na kartki, po 300 g lub 600 g dla pracujących. Ludzie, z którymi kombinowali pracowali w sklepach i żyli z tego dosyć skomplikowanego procederu. Dołączyliśmy do tej siatki : trzeba było wynieść chleb ze sklepu, co było bardzo ryzykowne i dostarczyć go ludziom, którzy handlowali na targu. Wchodziłeś do sklepu, szef to był nasz człowiek, podawałeś mu kartkę, on udawał, że odcina kupon, oddawał ci kartkę, brałeś chleb, wychodziłeś ze sklepu, szedłeś do pobliskiego parku, tam podchodził do ciebie człowiek, szedłeś z nim i przekazywałeś mu chleb, a on ten chleb zabierał i zanosił na targ. Tym zajmowaliśmy się w pierwszym roku, to było łatwe i pożyteczne. Traktowałem to jak harcerską zabawę, podobało mi się to, a poza tym policja raczej nie śledziła chłopca, który chodził do szkoły. »

 

Ten plik multimedialny wymaga zainstalowania Macromedia Flash Player.

Teodor Shanin, Moskwa, 8 grudnia 2008 r.
© CERCEC & RFI