Andrej Ozerowskij : Przyjazd do sowchozu po zwolnieniu z obozu

 

W sowchozie przyjęto nas bardzo wrogo. Były tam też brygady  komsomolców, których wysyłano w celu przekształcania dziewiczych terenów stepowych  w tereny uprawne.  Traktowali nas jak trędowatych. Jeden z naszych chłopaków znalazł na drodze portfel. W portefelu były dokumenty:  legitymacja komsomolska, bon na bilet kolejowy i 180 rubli. Ponieważ chłopak ten był nieśmiały, to ja śmiało poszedłem do klubu, gdzie młodzi tańczyli i gdzie wyświetlali filmy. Tamci patrzyli na nas krzywo. Obejrzałem te papiery, na legitymacji było zdjęcie tego komsomolca. Od razu go poznałem i mówię do niego: „Sebriuk, to ty ? ” Z początku biedak się wystraszył. „Musisz być bardzo roztargniony, bo gubisz swoje rzeczy. To są twoje dokumenty?” – Oj tak, dziękuję wam, wujaszku, ale proszę, zostawcie sobie pieniądze. -  Nie jestem biedakiem. Na co mi twoje pieniądze? Zostaw je sobie, na pewno będziesz miał na co je wydać, tylko uważaj, żebyś znów ich gdzieś nie zgubił. – Wujaszku, wpadajcie do nas do klubu od czasu do czasu.”

 

Były tam dwie młode Czeczenki. „Hej, dziewczyny, nie boicie się nas? – Nie, a niby dlaczego? – Dlatego, że wszyscy się tu nas boją w sowchozie. Wszyscy myślą, że jesteśmy jak dzikie zwierzęta.-  To oni są dzicy.- My wiemy, że jesteście ludźmi.” Takie były te czeczeński dziewczyny! I od tamtego razu zaczęli na nas inaczej patrzeć. Zrozumieli.

 

Ten plik multimedialny wymaga zainstalowania Macromedia Flash Player.

Andrej Ozerowskij w Karagandzie 17 września 2009 r.
© CERCEC et RFI


Fragmenty wszystkich plików wideo lub audio:

  1. Wrogie przyjęcie zesłańców w kołchozie
  2. Czeczenki