Placid Karoly Olofsson : Sposób na przetrwanie w sowieckich łagrach - zasada nr 3

 

Zasada nr 3 – najtrudniej ją wyjaśnić, albowiem dotyczy ona więźniów politycznych. Więźniowie polityczni charakteryzuje pewien rodzaj zboczenia zawodowego : zawsze uważają się za niewinnych. Moimi współwięźniami byli węgierscy aktywiści ruchu faszystowskiego z partii „ Strzałokrzyżowcy ”, zwolennicy premiera Szàlasi, którzy dokonywali masakry Żydów.  Byli fanatykami i uważali się za całkiem niewinnych. W tej sytuacji nie miało najmniejszego sensu twierdzenie typu „ Mnie niewinnego człowieka  te uzbrojone łachudry chcą sprzątnąć ? ”. W naszym obozie,  oddalonym  o 2 500 km od kraju, były cztery wieże wartownicze ze strażą, która miała nas na celowniku. Nie było dokąd uciekać. Trzeba było zapomnieć o podziale na niewinnych i na łachudry i przejść do innej rzeczywistości. Na to mieliśmy bardzo dużo czasu, aż 10 lat. Pojęcia typu mały słaby, duży i silny nie miały najmniejszego znaczenia, kiedy trybunał wojskowy wydawał na nas wyrok w Budapeszcie. Byliśmy nikim, my byliśmy tymi, którzy przegrali, a oni byli zwycięzcami. Nie chcę bynajmniej przez to powiedzieć, że jedynym kryterium dowodzącym prawdy jest karabin maszynowy, ale to oni byli zwycięzcami, a my byliśmy na pozycji przegranej. I oni nas stłamścili. Wówczas zwróciłem się do moim towarzyszyli niedoli : „Chłopaki, posłuchajcie, to jest jedna z danych. Ale weźmy na przykład, że idę leśną ścieżką i nie zaglądam pod podeszwę buta, czy po drodze rozgniotłem mrówkę czy nie. A niby dlaczego miałbym sprawdzać, przecież ona jest tak malutka. Natomiast jeżeli nie chcę być jak ta mrówka wobec uzbrojonych żołnierzy, to właśnie w tej sytuacji muszę się postawić i udowodnić im, że jestem od nich lepszy, że mam inne wartości i szlachetne uczucia. I to właśnie mobilizowało więźniów do przetrwania”. To było niesamowicie ważne.

Ten plik multimedialny wymaga zainstalowania Macromedia Flash Player.

Ojciec Placid Karoly Olofsson
© Placid Karoly Olofsson