Życie po wyjściu z gułagu : Klara Hartmann, stygmaty powrotu

 

 

„Ja też zaczęłam czuć się lepiej, ale moja tęsknota za krajem nie ustawała. To było straszne: byliśmy daleko i pośród nicości. Powietrze drży od upału niczym w rozpalonym piecu. Patrzysz na to wszystko wokół i myślisz sobie: „ mój kraj musi gdzieś tu być.”

Tak bardzo pragnęłam wrócić do domu, mimo że wiedziałam, że tam nie ma już nikogo, bo cała rodzina stamtąd wyjechała. Co mnie tam czeka, skoro nie mam nikogo? 

 

Miała Pani rodzeństwo ?

Nie. Nie miałam… sama nie wiem! Z moją rodziną to jest tak, że nic nie wiem: ani kto, ani gdzie, ani co, ani jak. Najpierw mi powiedzieli, że wszyscy umarli, po czym odnalazłam kuzyna, który żyje po dzień dzisiejszy. Mieszka w Kàl. Na ile pamiętam, to była jedyna osoba z naszej rodziny. On też był sam. To była jedyna bliska mi osoba.

Moi przybrani rodzice w końcu wrócili do domu. Ale jego [wuja] wsadzili do więzienia, a ona [ciotka]dostała pomieszania zmysłów. W sumie cała rodzina się rozpadła.

Po powrocie, starałam się jak najmniej zwracać na siebie uwagę, bo traktowali nas jako wrogów ojczyzny i zdrajców. Nawet ludzie, którzy znali prawdę, niewiele z nami rozmawiali, bo bali się o cokolwiek o nas zapytać lub usłyszeć coś, o czym nie powinni wiedzieć. Aż w końcu to wszystko się jakoś zatarło.

Te dziewięć lat zatarło jednak wiele…

 

Czyli to trwało dziewięć lat…

Tak… te dziewięć lat wiele rzeczy we mnie też zatarło.

Miałam poczucie, że pochodzę znikąd. Szczerze mówiąc, przestraszyłam się, jak nas wsadzili do powrotnego pociągu. Przestraszyłam się: „Gdzie ja się teraz podzieję? Co teraz ze mną będzie ? Nie miałam pojęcia o Węgrzech, jaka tam jest sytuacja, w ogóle jak to wszystko wygląda. To była wielka niewiadoma. Przynajmniej jeśli o mnie chodziło.”

 

Ten plik multimedialny wymaga zainstalowania Macromedia Flash Player.

Klara Hartmann w Gedrö, 1 września 2009 r.
© CERCEC & RFI